Dziś nie będę wypisywała francuskich słówek! Za to, dla odmiany, kilka informacji o pewnym francuskim mieście, z którym wiążę wiele wspomnień.
Każdy, kto odwiedził już Strasburg, powie zapewne, że to
przytulne i urocze miasto. Tym, których jeszcze tu nie było, stolica Alzacji
kojarzy się głównie z siedzibą Parlamentu Europejskiego. Mnie natomiast, a
spędziłam tu sporo czasu,
z rowerami, bocianami i tarte de flambee...
Z poruszaniem się po Strasburgu nikt nie może mieć
problemów. Z jednej części miasta do drugiej, przejedziemy niskopodłogowymi
tramwajami, które nigdy nie stoją w korkach i zawsze są na czas. Rozkłady kolejnych
przystanków znajdziemy na każdym przystanku. Wydaje się jednak, że miasto
nastawione jest na pieszych i rowerzystów i to właśnie ci ostatni stanowią tu
liczną grupę. Na dwóch kółkach jeżdżą młodzi i starsi, studenci jak i
pracownicy na wysokich stanowiskach. Każdy może wypożyczyć rower w “Velohop”,
zarówno na jeden dzień jak i na rok.
A gdzie warto dojechać będąc w Strasburgu? Bez wątpienia
do katedry Notre Dame, perły gotyckiej architektury, która została zbudowana
pod koniec XIIIw. Kilka razy, stojąc pod katedrą, gdy mocno zawiało (okolice
katedry są najbardziej wietrznym miejscem w Strasburgu) i lekko się ściemniało,
miałam wrażenie, że przeniosłam się do innego wieku. Katedra zachwyca wraz ze
swoją 142 metrową wieżą. Z tą ostatnią związana jest legenda alzacka. Ponoć w
podziemiach katedry było jezioro, w którym siedział elf wyłaniający dusze
nowonarodzonych dzieci. Na brzegu czaiły się złe duchy, dzieci mogły wydostać się
zatem jedynie przez wieżę. Tam już czekał na nie bocian, który zanosił je do
rodzin spodziewających się potomka.
No i właśnie… bocian! Jego podobizna jest wszechobecna w
miejscach, w których najwięcej jest turystów. Stragany pełne są "bocianich
pamiątek", a jego wizerunek można dostrzec m.in. na koszulkach,
fartuszkach, ściereczkach kuchennych i pocztówkach.
Nie można pominąć także śródmieścia, wpisanego do UNESCO
jako światowe dziedzictwo ludzkości. Otoczone jest one ze wszystkich stron
kanałami. Urocze domy, mnóstwo kwiatów… czysty relaks. Warto zajrzeć także na
Plac Kleber, gdzie często można napotkać na targ tanich książek i zapłacić
grosze za wybrane przez nas utwory po francusku. Owe przysłowiowe grosze to
niestety rzadkość w Strasburgu, jest to bowiem miasto drogie. Jeśli ktoś
planuje zostać tu na dłużej, proponuję udać się na zakupy do pobliskiego Kehl w
Niemczech, gdzie wszystko kosztuje średnio o połowę mniej niż w Strasburgu.
Najpiękniejsza część Strasburga to La Petite France (Mała
Francja), typowy dla Alzacji urokliwy zakamarek miasta, z charakterystyczną
zabytkową zabudową i licznymi knajpkami. Polecam dotrzeć także do siedziby
Parlamentu Europejskiego i Rady Europy.
W trakcie spaceru po
Strasburgu, warto spróbować tarte de flambee w którejś z restauracji. Ja lubię
“Flams” (oddalone dwie minuty od katedry), gdzie za 12 euro każdy do woli naje się
tego doskonałego przysmaku, który wyglądem przypomina pizzę. Pycha! Strasburg,
jak i cała Francja, to oczywiście również raj dla wielbiących sery i dobre
wina.
W stolicy Alzacji mieszka ok. 300 tys. osób, oprócz,
rzecz jasna Francuzów, na każdym kroku można spotkać obcokrajowców, szczególnie
Marokańczyków, Tunezyjczyków i Algierczyków.
Szkoda
tylko, że samoloty tanich linii lotniczych nie lądują na lotnisku w Strasburgu.
Dlatego lepszym rozwiązaniem jest przelot do Karlsruhe, niemieckiego miasta
oddalonego o 40 minut jazdy autobusem od Strasburga lub do Paryża. Od stolicy
Francji już tylko rzut beretem do Strasburga, bo to tylko ok. dwóch godzin jazdy
superszybkim pociągiem TGV. Jeśli zarezerwujemy bilety wcześniej na tej trasie
(ok. 3 miesiące naprzód), zapłacimy niewiele.
Strasburg
polecam szczególnie wiosną i latem lub …w grudniu, bo wtedy targ świąteczny
(największy i najbardziej popularny w całej Francji) ogarnia całe miasto, a
atmosfera jest magiczna, trzeba się jednak liczyć z tym, że będzie tłoczno w
tym okresie. Zdecydowanie odradzam październik i listopad, no chyba, że ktoś
lubi nieustająco padający deszcz.